Architekturę w Zakopanem, jak wiele zresztą rzeczy, można podzielić na tę przed pojawieniem się pod Tatrami Stanisława Witkiewicza i po jego tu przyjeździe. Na początku przyjrzyjmy się, jako drzewiéj budowano pod Giewontem, zanim Witkiewicz wprowadził w czyn swoje śmiałe, powstałe na kanwie góralszczyzny projekty.
Siedzę w moim ulubionym pokoju na poddaszu. Miodowe listewki boazerii wyglądają jak niedoświadczone i naiwne podlotki przy ciężkich i odymionych czasem płazach.
Oczyma wyobraźni ulatuję w stronę Kościelisk i zakopiańskich Krzeptówek sprzed 150 lat. Jakie były dawniej chałupy góralskie ze Skalnego Podhala?
Drewniane
To oczywiste. Drewno było najbardziej naturalnym i najtańszym budulcem na Podhalu. Drzewa rosły wszędzie, były łatwo dostępne i… trudne do zliczenia!
Trzeba pamiętać, że dobra zakopiańskie i podhalańskie nigdy w pełni nie należały do górali.
Najpierw własność polskiego króla, następnie austriackiego cesarza, na początku XIX w. została wreszcie sprzedana prywatnym właścicielom (m.in. rodzinie Uznańskich, Edmundowi Homolacsowi, później hr. Władysławowi Zamoyskiemu czy ks. Szczurkowskiemu).
Nigdy jednak tereny te nie należały do samych górali, którzy jeszcze po wojnie, nieświadomi zachodzących wokół zmian, nierzadko odrabiali pańszczyznę.
Większość jednak lasów tatrzańskich (rejon regli czy Kuźnic) była obłożona serwitutami. Uprawnienia te zezwalały m.in. na pobór surowca opałowego oraz budulcowego, czyli drewna, na które zapotrzebowanie znacznie przewyższało ustalone prawem limity.
To zaś z kolei przyczyniało się do niemożliwej do skontrolowania wywózki drzew i… ogołacania tatrzańskich lasów.

Drewnina chałupa Walczaków Wójcioków z 1883 r.
Wykorzystywano najczęściej drewno świerkowe (smrekowe), a przy budowie bogatszych chałup – modrzewiowe.
Twarde, dobrze wysuszone i zaimpregnowane płazy nie poddawały się śniegom, deszczom ani kapryśnym porywom wiatrów – ciepłego halnego czy zimnego orawskiego.
Niskie
Dawne góralskie chałupy nie miały piętra. Były to charakterystyczne bryły na planie prostokąta ze stromym dachem krytym gontem lub dranicami, którego konstrukcja odpierała potężny ciężar śniegu oraz nawały silnych górskich wiatrów.
Latem daleko wysunięte okapy osłaniały wnętrza domów przed nadmiernym nagrzaniem, zaś zimą wpuszczały niskie promienie słońca. Pod dachem kryła się wyżka, czyli strych – miejsce, gdzie przechowywano siano oraz zboże.

Ściana z płazów w restauracji „U Wnuka”
Domy budowano z wejściem ustawionym na godzinę jedenastą, czyli na południe, z lekkim odchyleniem na wschód. Dzięki temu, siedząc na przyzbie w słoneczny dzień starzy mogli się grzać w słońcu, a młodzi z większą przyjemnością pracować, przygwarzając z sąsiadem.
Od strony zachodniej często dobudowywano boisko, gdzie przechowywano stare i nieprzydatne graty. Boisko chroniło też przed zimnymi zachodnimi wiatrami.
Kurne
Wspomniałam o odpowiednio wysuszonym i impregnowanym drewnie. Rzeczywiście, po ścięciu drzewo świerkowe leżało 2 lata, zanim nadawało się na budulec.
Natomiast impregnowanie następowało w miarę użytkowania… Piece w starych domach góralskich nie miały komina.
Nikogo nie było stać na dodatkowe opalanie, aby nagrzać w chałupie, dlatego całe ciepło pochodziło z pieca, na którym warzono, dymu oraz… od zwierząt. Czarne od sadzy wnętrze cornej izby było czyszczone olejem lnianym, dzięki czemu powała lśniła niby polakierowana.
Proste
Ściany tradycyjnego domu góralskiego zbudowane były z przeciętych w poprzek pni drzew (po góralsku – płazów).
Pomiędzy nimi specjalnie zwijane drewniane strużyny (czyli wełnianka) zdają się pełnić funkcję ozdobną. Nic bardziej mylnego – wełnianka była mszeniem – uszczelnieniem między płazami i często jedynym spoiwem je łączącym.

Stare narty na tle płazów omszonych wełnianką
Uwaga dla turystów! Niestety, raz wydłubana wełnianka bardzo trudno daje się uzupełnić. Pozostawia po sobie często okropną dziurę oraz… niesmak po ignoranckich gościach.
Pierwsze chałupy składały się z jednej izby, sieni i komory. Nieco później powstał wyraźnie symetryczny układ pomieszczeń: sień pośrodku, po prawej stronie bioła izba, po lewej corna.
Bioła izba, to miejsce zimne i odświętne. Wszystko, co ładniejsze, lepsze i bardziej wartościowe znajdowało się właśnie tu.
A więc: skrzynie z wełnianym suknem, haftowane serwety i obrusy, delikatnie zdobione drewniane szafki i półeczki, gielety na mleko i kwaśnicę, cerpoki, malowane na szkle obrazki.
Blachy przewodnickie, odświętne chusty, kolorowe spódnice, koszule, portki z haftowanymi parzenicami, korale i rodzinne pamiątki.

Sosręb z tradycyjną ornamentyką góralską
Przez środek powały, od drzwi do ściany szczytowej, biegła grubsza od innych belka zwana sosrębem. Na niej rzezano symetryczne, charakterystyczne dla sztuki podhalańskiej wzory (m.in. rozetę czy swastykę), rok postawienia budynku, nazwisko fundatora, a czasem – w co bardziej wierzących domach – symbole religijne.
W biołej izbie nie było pieca, gdyż zaglądano tu rzadko, a przerażająca bieda nakazywała oszczędność za wszelką cenę. Jej skutki dostrzeżemy w cornej izbie.
Na polepie (glinianym klepisku) gnieździła się cała rodzina: starzy, młodzi i dzieci, zaś w kącie, na specjalnie wyzdajanym, pokrytym dylami narożu chowały się młode zwierzęta – głównie cielęta i owce.
Pod powałą, nad łóżkiem rodziców wieszano na kutym łańcuchu drewnianą kołyskę, w której spało najmłodsze dziecko. Wystarczył jeden ruch ręką, aby uciszyć kwilące z głodu lub/i zimna maleństwo:
Hej Janicku nie bij ze mnie
W kołysecpe kołysz ze mnie
Bo mnie mama nie bijała
W kołysepce kołysała
A jak nie mos kołysecki
Idź do lasa na zyrdecki
Wystrugoj je cieniusieńko
Kołys ze mnie lekusieńko
Ciemne
Po pierwsze, corna izba – ciemna od sadzy i dymu. Po drugie, małe okienka. Górale wystrzegali się dużych okien, ponieważ szkło było drogie, a poza tym – im większe okna, tym zimniej w izbie. Między innymi, właśnie dlatego na Podhalu życie toczyło się przed chałupą.

Jedna ze starych chałup przy ul. Kościeliskiej
Wyjdźmy więc przed izbę, tu ostre powietrze rysuje przed nami piękne górskie widoki. Czujne i wyrobione oko górala dostrzeże w odległych szczytach, w ruchu drzew czy dymu z komina, w niewyraźnych białych smugach na niebie zapowiedź jutrzejszej pogody. Zaraz doleci go też gwizd czy okrzyk „O-ho-hip!” sąsiadów.
Wiadomo, trzeba sobie przygwarzyć – zebrać najświeższe wieści ze Zokopanego: o robocie, co jest do zrobienia, o nadchodzącym lecie – czy plony będą wystarczające?
O uciskających panach, o zwózce drewna z lasu. O darciu pierza, nadchodzących chrzcinach, weselach, czy pogrzebach. Czy jakieś plotki odnośnie innych znajomych, rodziny chodzą po ludziach?
Chłop koło chałupy zawsze ma robotę: krowy wydoić, wygnać na łąki, owce przegonić, żeby w szkodę nie wchodziły (jeśli nie są na hali oczywiście!), zydle popoprawiać, bo się kiwają, kosę nabrusić i trawę pod ścianami ściąć. W piecu napalić, jeśli zimno. Coś dobudować, przebudować, wykidać gnój – wse robota się nońdzie.

Cerpok i formy do oscypków
A baba – przede wszystkim – warzy jeść. Nieraz pięcioro dzieci koło chałupy, chłop, a i inne chłopy, co pomagają w robocie – wszyscy muszą dobrze jeść dostać.
Do gaździny należy też opieka nad dziećmi (o ile są w domu, bo często z redykiem w hale idą). Dziewki prędzej matce pomogą, chałupę wysprzątają, płazy doszorują, obejście omiotą, krowy, owce przegonią. Ale chłopcyska snują się własnymi ścieżkami, nie bacząc na szkołę ani stroskanych Ojców.
Kiedy przychodzi wiosna, wszyscy się biorą do owiec.
Z nadejściem lata – sianokosy.
Jesienią grabienie, układanie na ostrewkach kop siana i na koniec zwożenie do stodoły.
Zimą kidanie śniegu, palenie w piecu, przekopywanie ścieżek…
A do tego wesela, święta, wyszywanie bluzek, katanek, spódnic, serwet czy obrusów, jeżdżenie na targ ze zwierzętami i po zwierzęta.
Życie toczy się wokół góralskiej chałupy, ale nie w niej…
Biedne
Na Skalnym Podhalu była bieda aż piszczało. Skalista i gliniasta ziemia nie dawała oczekiwanych plonów, a brak higieny, wody, odpowiedniego odżywiania sprzyjały kolejnym zarazom.

Fragment tradycyjnej góralskiej chałupy
Chałupy góralskie także były biedne. Ale może właśnie tej biedzie zawdzięczają swoją moc, siłę przeciw butnej pogodzie, surowe piękno…
Przymioty te: surowość, siłę, wiarę, nadzieję i inteligencję czuć w każdym góralskim wnętrzu.
U każdego górala.
SŁOWNICZEK GWAROWY
W kolejności pojawiania się słów w tekście
- drzewiéj – dawniej;
- dranice – nieheblowane deski;
- gwarzyć, przygwarzyć – rozmawiać;
- warzyć – gotować;
- cerpok – kubek drewniany z charakterystycznie rzeźbioną zawijaną rączką z dziurkami na palce;
- blacha przewodnicka – w żargonie taterników i TOPR’owców odznaka przewodnicka noszona jedynie przez dyplomowanych przewodników tatrzańskich;
- sosręb – bogato zdobiona tradycyjnymi góralskimi motywami belka biegnąca przez środek powały; stałe elementy jej dekoracji to inicjały fundatora oraz rok postawienia chałupy;
- polepa – gliniane klepisko zamiast podłogi w chałupie;
- zdajać, wyzdajać – robić, specjalnie przygotowywać;
- zyrdecki – deseczki;
- brusić – ostrzyć np. nóż, kosę;
- kidać – rozrzucać np. śnieg, gnój;
- wse robota się nońdzie – praca zawsze się znajdzie;
- chłop – to słowo oznacza mężczyznę, ale też męża (np. Bier sie od mojego chłopa = zabieraj się od mojego męża; Ka Twój chłop = Gdzie jest Twój mąż?);
- gaździna, gazda – gospodyni, gospodarz;
- redyk – ma wiele znaczeń: uroczystość wiosennego wyjścia ze stadami owiec w hale, ale także pasienie się owiec (redykanie); czasem też tak się określało duże stado owiec;
- chłopcyska – pejoratywnie o młodych chłopcach;
- ojce (nie „ojcowie”!!!) – rodzice. Ojcowizna – ziemia odziedziczona po rodzicach;
- katanka – część stroju góralskiego noszona na koszuli przez zamężne kobiety zamiast gorsetu.
tekst i zdjęcia: Agata Kuźnicka






