Turystyczna Strona Roku 2006 w konkursie WebStarFestival
RSS
Tło
Tło
Tło
Tło
Noclegi w Polsce
Tło
Apartamenty Kraków
Apartamenty nad Morzem
Apartamenty Zakopane
Hotele Dublin
Hotele Kraków
Hotele Poznań
Hotele Szczecin
Hotele Wrocław
Kwatery Zakopane
Pensjonaty Mazury
Hotele na Świecie
Tło
Hotele Amsterdam
Hotele Barcelona
Hotele Berlin
Hotele Bruksela
Hotele Londyn
Hotele Paryż
Hotele Praga
Hotele Rzym
Hotele Wiedeń
+ Więcej Hoteli
Przewodnik
Tło
Miasta i miasteczka
Miejsca magiczne
Mistycznie
Architektonicznie
Na weekend
Pałace i dwory
We dwoje
Wodne szlaki
Z dzieckiem
Zamki i zamczyska
Polska mało znana
Tło
Koniec Świata
Nowe szlaki
Pogranicza
Pomniki przyrody
Wakacje z duchami
Aktywnie
Tło
Imprezy
Góry
Pod żaglami
Polecane strony
Tło
Apartamenty w Polsce
Villa Palladium
Hotel Dorrian Poznań
Tanie bilety lotnicze
Hotel Dal ** Gdańsk
Hotel Alpejski****
Różany Dwór
Bilety na koncerty
RePublika Talentów
Wyspa Wolin. Spacerem, rowerem

Jak to się stało, że mieszkając w środku Polski, zostałem fanem tej wyspy? Znajomi i nieznajomi często dziwią się, a ja z kolei dziwię się, że oni się dziwią.

Postanowiłem pokrótce opowiedzieć, jak to się stało że mieszkając w środku Polski, zostałem fanem wyspy.

Dlaczego Wolin?
Znajomi i nieznajomi często dziwią się, dlaczego właśnie tego miejsca – tak dziwnego i dalekiego od mojego domu. Ja z kolei dziwię się, że oni się dziwią – w Polsce jest naprawdę wiele miejsc znacznie trudniej dostępnych i dzikich!

Dlatego kiedy pytają „dlaczego”, zwykle nie bardzo wiem co odpowiedzieć, a po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że zaprowadził mnie tam zwykły zbieg okoliczności, taki jakich w życiu wiele. Chociaż coraz częsciej mi się wydaje, że w zyciu nie ma przypadków!

Zaczęło się chyba od tego, że zawsze uwielbiałem Bałtyk. Już od dziecka jego piaszczysty brzeg hipnotyzował mnie – pamiętam jak z biciem serca maszerowałem przez wydmy w obowiązkowych kaloszkach, na coroczne powitanie z morzem…

Ale jak prawie każdy tubylec Centralnej Polski znałem tylko jeden Bałtyk: swojski, rozciągnięty między Krynicą Morską, a Dębkami, gdzie dziwnym trafem zawsze udawało się spotkać na plaży kolegę ze szkoły albo podwórka.

Dopiero na studiach, przy okazji zwariowanego wyjazdu z przyjaciółmi na świnoujską „FAMę”, odkryłem drugi Bałtyk – w porównaniu z „moim” bezludny, dziwny i dziki. Jechaliśmy tam starym wartburgiem całą noc. Po takiej wyprawie spodziewaliśmy się ujrzeć coś w rodzaju lokalnego „końca świata”.

Wyspa Wolin
Taki falochron to naprawdę „koniec świata”

I rzeczywiście: zobaczyliśmy wzgórza tonące w buczynowych ciemnościach, kamieniste plaże pod urwiskami, szerokie kanały i zalewy w morzu trzcin. Ale między nimi, tu i ówdzie kryły się także tętniące życiem letniskowe oazy. Tam znaleźliśmy doskonałe warunki do świętowania rozpoczynającego się lata.

Pamiętam te wieczorne wina i poranne kawy pite na gankach okazałych pensjonatów, z których komuna słabiej niż gdzie indziej starła ślady pruskiej świetności. Niechciane przedwojenne dziedzictwo albo kwitło tutaj pod wczasową lamperią, albo porastało bluszczem i drzewami, nietknięte od dziesięcioleci.

Świnoujście - fort Gerharda
Świnoujście – fort Gerharda

Co chwila coś nas zaskakiwało – a to ukryte w lesie betonowe budowle o najdziwniejszych kształtach, a to potężne statki przepływające przez centrum miasta, a to falochron tak długi, że sięgał niemal po morski horyzont.

Były też niespodzianki niemiłe, takie jak kilkugodzinne oczekiwanie na prom w rozżarzonym samochodzie, czy kilka zetknięć z często spotykanym wtedy u miejscowych szorstkim podejściem do przyjezdnych (szczególnie tych z Warszawy).

Mimo to bawiliśmy się świetnie, tym bardziej że było lato, pogoda i ciepła woda, a wokół pełno opalonych dziewczyn. Pamiętam że naszym prawie codziennym rytuałem stała się przeprawa promem i daleka samochodowa wycieczka na dziką plażę pod klifem…

Wolin - wikingowie
Każdego lata spotykam tu Wikingów…

Po tym wspaniałym tygodniu „na końcu świata” jechałem do domu z mocnym postanowieniem, że tu wrócę. Ale sam nie wiem, czy udałoby mi się tego postanowienia dotrzymać, gdyby nie zrządzenie losu: niecały rok później, na jeszcze innym krańcu Polski spotkałem dziewczynę właśnie z okolic Wyspy, która dość szybko okazała się być… kobietą mojego życia.

Różne oblicza wyspy
Wyobraźcie sobie, że od tamtego czasu – a minęło już lat kilkanaście – nad dotychczasowym „moim” morzem byłem tylko raz, może przez piętnaście minut (z tego co pamiętam, na plaży w centrum Gdyni).

Każde kolejne wakacje i ferie spędzałem odtąd już tylko na wyspach Wolin i Uznam. I co ciekawe, za każdym razem odkrywałem tam coś nowego, coś czego nie widziałem.

Wolin - żubry

Żubry TEŻ tu się dobrze czują!

Najpierw nie mogłem wyjść z podziwu, jak blisko od tłocznych, przepełnionych tandetą promenad można natknąć się nie tylko na dziewiczą przyrodę, lecz także na niewiarygodnie biedne, zapomniane przez Boga i ludzi popegieerowskie wioski.

Potem odkryłem, że wyspa Wolin ma nie jedno, ale dwa klifowe wybrzeża. I że to drugie, południowe, nad Zalewem Szczecińskim wcale nie ustępuje temu pierwszemu, morskiemu.

A dopiero po 10 latach dane mi było zobaczyć wolińsko-uznamskie podziemia: wnętrza pruskich i hitlerowskich bunkrów i fortów (w rejonie wysp są ich dziesiątki), znane wtedy jeszcze tylko w wąskim środowisku „eksploratorów” militarnych.

Wolin - molo w Świnoujściu
Prawie nigdy nie rozstaję się tutaj z rowerem!

Z początku nie miałem na wyspie roweru, wędrowałem pieszo. Kiedy w okolicy pojawiła się pierwsza wypożyczalnia, szybko przekonałem się że Wolin nawet bez ani jednej utwardzonej ścieżki rowerowej, ma wielkie zadatki na rowerowy raj.

Sporo tam pustych asfaltowych dróg, wtopionych w przepiękne krajobrazy, a po drogach polnych też najczęściej jeździ się nieźle. Dlatego od tamtego czasu, kiedy jestem na wyspie, prawie nigdy nie rozstaję się z rowerem.

Wolin - Diabelski Kamień

Słynny Diabelski Kamień

Po wielu tak spędzonych wakacjach naturalnie dojrzał we mnie (człowieku żyjącym już dużo wcześniej z pracy klawiaturowej) pomysł przelania doświadczeń na dysk, a potem papier. I to tyle. Żeby dalej nie zanudzać, chciałbym zachęcić Was do spróbowania choć trochę tego, co tak bardzo mi smakuje: przymknijcie oczy na plastik i tandetę, nie traćcie czasu na rozdeptane przez turystów atrakcje.

Ruszajcie rowerem na szlak, a jeszcze lepiej poza niego. Zobaczycie dziki, fascynujący i nadal bezludny świat, niemal nietknięty komercjalizacją… A gdyby nawet i on w końcu Wam się znudził, zawsze i w każdej chwili będziecie mogli wrócić do typowych wakacyjnych przyjemności. Takich jak błogosławione, plażowe nieróbstwo.

tekst i zdjęcia: Marcin Zamorski/ Wydawnictwo Rajd

Tagi: , , , , , , , ,

Polska Izba Turystyki Jesteśmy członkiem
Polskiej Izby Turystyki
wyszukiwarka firm
REKLAMA
O nas Reklama Praca Polityka prywatności Nasi partnerzy Redakcja Kontakt
Zawartość TravelPolska © 2007-2010  All rights reserved.