Szare złomowiska granitowych skał, pokryte zielonkawym porostem były nagrzane wiosennym słońcem. Leżałam już długo z aparatem opartym o kamienną podpórkę, obserwując rodzinę świstaków.
Byłam dość blisko i na pewno mnie widziały, widocznie jednak przyzwyczaiły się do mojej obecności, gdyż żerowały i bawiły się swobodnie. Czasami zbliżały się nawet na kilka metrów.
W dolinie panowała cisza majowego poranka. Nagle z tyłu dobiegły mnie głosy i tupanie po skałach. Patrzyłam uważnie na zwierzęta. Czy zareagują, tak jak widziałam to ostatnio na Słowacji?
Gwizd i natychmiastowe zniknięcie w norkach. Potem cień wielkich skrzydeł, który przesunął się nade mną, zdradził sprawcę całego zamieszania. Był nim orzeł przedni, jeden z głównych wrogów naturalnych świstaka.
Teraz nic jednak nie zwiastuje ucieczki, chociaż głosy ludzi zbliżają się coraz bardziej…Zwierzęta przywarły do skał, nie czyniąc żadnych zbędnych ruchów.
Turyści przeszli, głośno rozmawiając. Mijając nas, nie unieśli wzroku znad ścieżki. Nie zauważyli nie tylko świstaków, które faktycznie w bezruchu świetnie wtopiły się w tło, ale również mnie leżącej kilka metrów od ścieżki…

Po chwili zwierzęta spokojnie przystąpiły do dalszej aktywności. Jeden z rodziny świstaków wylegiwał się na wyniosłej granitowej skale, bacznie obserwując okolice i niebo…
tekst i zdjęcie: Bożena Wajda
www.tabun.pl






