Ma Kraków Nową Hutę, ma i Warszawa swoje miejsca socrealistyczne. Jednym z nich jest Mokotowskie osiedle Dąbrowskiego.
Założenia urbanistyczne osiedla powstały w ramach Planu Trzyletniego odbudowy Warszawy, ale wykonanie przypadło na lata Planu Sześcioletniego. Pierwszy z tych planów był tworzony w latach 1945–1949 z myślą o ludziach i ich wygodzie. Drugi miał pokazać „siłę i moc ludu pracującego”.
Założenie urbanistyczne oraz architektura kolonii są dziełem zespołu w składzie: Zasław Malicki, Mikołaj Soroka i Stefan Tworkowski. Budowę rozpoczęła w 1948 r. Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa (WSM) pomiędzy ulicami Wiktorską, Wołoską, Madalińskiego i Al. Niepodległości.
Na osiedlu tym wychowuje się już trzecie pokolenie. Chociaż uważa się, że jest to osiedle emerytów, kupuje tu mieszkania coraz więcej młodych ludzi. Czynią to głównie z powodu niewielkiej odległości od centrum, stacji metra, zieleni, ciszy i spokoju.
Pełne zieleni osiedle Dąbrowskiego
Początki nie były łatwe
Po roku 1945 szukano nowych terenów pod budowę osiedli mieszkaniowych. Na południowy zachód od Starego Mokotowa rozciągały się pola, tylko gdzieniegdzie stały niezniszczone domy.
Plan Trzyletni Odbudowy Warszawy przewidywał wybudowanie w tym miejscu osiedla mieszkaniowego z pełną infrastrukturą: sklepami, żłobkami, przedszkolami i szkołami, przychodniami zdrowia, domami kultury i placami zabaw dla dzieci.
Pierwsze prace zaczęły się w 1947 roku. Projekt przewidywał utworzenie czterech „zespołów budowlanych” (kolonii) dla dwóch i pół tysiąca osób – każdy po sześćset mieszkań.
Każdą kolonię zaprojektowano w kształcie otwartej ku południowi podkowy. Celem tego było m.in. wprowadzenia w zabudowę większej ilości słońca i powietrza.
Przewidywano wybudowanie w ramionach każdego zespołu parterowych budynków przedszkoli, a na dwie kolonie jednej szkoły podstawowej. Niezależnie od kolonii planowano wybudowanie czterech bloków mieszkalnych typu hotelowego dla osób samotnych lub rodzin bezdzietnych.
Projekty te podczas realizacji uległy zmianie. Zrezygnowano z koncepcji otwartych podwórek, budowy domów dla samotnych. Głównym powodem rezygnacji był „głód mieszkaniowy” nakazujący zagęszczenie budynków.
Galeriowce tonące w zieleni
Dzisiaj to piękne osiedle składa się z dwu i trzypiętrowych domów tonących w zieleni podwórek i przydomowych ogródków.
Między domami rosną lipy i pięćdziesięcioletnie kasztanowce, świerki, wierzby i topole. Dużo tu placyków zabaw dla dzieci i ławeczek – ma się wrażenie, że jest to wielkomiejski park.
Ciekawe są także wnętrza budynków. Tu już na pewno widać socrealistyczne ślady.
Mieszkanka mają mały przedpokój z wnęką na szafę. Z przedpokoju troje drzwi wiedzie do kuchni, pokoju mieszkalnego i łazienki.
W kuchni kuchenka węglowa lub gazowa. Do tego szafka drewniana z dużym blatem pod oknem, z otworem na zewnątrz – zastępująca lodówkę. Te otwory pod oknami widoczne są do dziś. W każdym domu, w piwnicy, były pralnie z wielkimi wmurowanymi baliami.
Infrastruktura osiedla jest bogata. Są nie tylko przedszkola i szkoły. Miało ono własną kotłownię, a obok kotłowni znajdowała się łaźnia-kąpielisko. Była też pralnia i suszarnia. Dziś już ich nie ma – w ich miejscu są nowoczesne budynki mieszkalne.
Na parterze wielu domów znajdowały się pomieszczenia użyteczności publicznej: sklepy, przychodnia zdrowia, apteka, punkty usługowe a nawet pracownie artystyczne.
Dość często spotykanym typem budynków na osiedlu Dąbrowskiego są tzw. „galeriowce". W domach tych do mieszkań wchodzi się bezpośrednio ze wspólnego tarasu, który jest jakby klatką schodową na wolnym powietrzu.
Po stronie tarasu są tylko drzwi i okna kuchenne. Wszystkie pokoje skierowane są na południe lub zachód i mają balkony, a te na parterze – ogródki.
Blok – galeriowiec
Współczesność pięknego osiedla
W ostatnich latach sklepiki osiedlowe poznikały, budynki przejęły różne firmy – zostały jeszcze przedszkola i jeden żłobek. W harmonijny układ osiedla wkradły się „plomby” i choć starano się utrzymać wystrój poprzednich lat, to jednak rozbijają one swoim wystrojem poprzedni układ architektoniczny.
Chodzę czasami uliczkami tego osiedla i nostalgia mnie ogarnia, gdy przypomnę sobie czasy, kiedy podwórka były pełne dzieci bawiących się w podchody i kapsle.
Popołudnia, kiedy z okien słychać było transmisję z Wyścigu Pokoju, albo na wymarłych ulicach słychać było salwy radości przy każdym golu strzelanym przez Bońka lub Lato.
tekst i zdjęcia: Hanna Kierzkowska






