Czasem nie mamy ochoty spędzać Świąt Wielkanocnych w tradycyjny sposób. To taki czas, kiedy powinniśmy wyciszyć się, a pośród porządków, gotowania i przemieszczania się od stołu do telewizora raczej nie ma ku temu okazji.
Chęć, żeby świętować inaczej, pierwszy raz przeszła w czyn trzy lata temu.
Pomysł na aktywne Święta
Przed Wielkanocą pomyślałam, że nie mam ochoty na to całe zamieszanie. Bo niby dlaczego mam robić generalne sprzątanie akurat teraz, kiedy wszyscy wokół mnie myją okna.
Na korytarzu czuć zapachy smakowitych dań, ale sąsiadki nie wyglądają na wypoczęte i szczęśliwe z powodu siedzenia godzinami w kuchni.
Poza tym wizja jedzenia, jedzenia i jedzenia oraz spaceru z rozsądku pomiędzy jednym, a drugim hitem filmowym to nie jest to, co mnie aktualnie kręci.
A niestety coraz częściej jest tak, że święta właśnie do tego się sprowadzają. W tych całych przygotowaniach ginie idea spokojnych, radosnych i rodzinnych świąt – te słowa pozostają sloganami pisanymi na kartach, czy w mailach z życzeniami.
Szybka decyzja – jedziemy w góry – odpocząć i naprawdę cieszyć się świętami, no i nie tyć! Moja druga połowa podchwyciła pomysł z radością.
Przekonanie rodziny, że równie miło możemy spędzić wspólnie czas w każdy inny weekend, nie było trudne. Myślę, że w głębi duszy wiele osób utożsamiało się z moim pomysłem.
Budzimy się rano w dniu planowanego wyjazdu, a tam ulewa, szare niebo, burza i wiatr. Pięknie… Pomyślałam, że to może sugestia, żebyśmy jednak zostali w domu. Ale na przekór wszystkiemu wyruszyliśmy.
Wielkanoc na szlaku
Po kilku godzinach byliśmy już w Gorcach. Samochód zostaje na dole, my już po ciemku, ale z zapałem wędrujemy do Bacówki na Maciejowej. Jesteśmy jedynymi gośćmi.
Gospodarze zapraszają nas na świąteczne śniadanie. To niesamowite, o ile lepiej wielkanocne jaja smakują przy kominku, w bacówce z widokiem na góry, przy stole z ludźmi w zasadzie obcymi, ale jednak bardzo bliskimi.
Potem wyjście w góry – kwiecień, a wszędzie mnóstwo śniegu. Niebo błękitne, świeci słońce, nie ma śladu po wczorajszej paskudnej pogodzie. Na szlaku spotykamy tylko jedną czteroosobową grupę turystów.
Czujemy prawdziwą radość. Jesteśmy w pięknym miejscu, pogoda świetna, czas płynie leniwie, ale aktywnie. Wieczorem zjadamy mazurka przyniesionego z dołu i na tym obżarstwo świąteczne kończy się.
W poniedziałek schodzimy z bacówki okrężną drogą, przyglądamy się Gorcom i postanawiamy zahaczyć jeszcze o Tatry. Okazało się, że to nie najlepszy pomysł dla ludzi szukających spokoju.
W jednym ze znajomych schronisk tłumy gości zmieniających miejsce pobytu z tarasu widokowego, na którym można wystawić twarz do słońca, do stołu uginającego się od jaj, sałatek, ciast.
Oni też uciekli od świąt w domu, jednak tradycja leniuchowania i obżarstwa także tutaj nie odpuszcza. Przekonaliśmy się, że puste gorczańskie szlaki i przyjazna, cicha bacówka to był dobry wybór!
Wracając jeszcze chwilę spędzamy w Krakowie – zawsze kiedy jest okazja przyjeżdżamy tu, żeby poczuć klimat miasta. Udało nam się nie zostać oblanymi, choć to Lany Poniedziałek.
Pomimo obaw, że będziemy zmęczeni podróżą, wracamy do pracy dużo bardziej wypoczęci i szczęśliwi, niż piewcy domowych tradycji wielkanocnych.
Spacery zamiast obżarstwa
A ponieważ wszystko co miłe i dające szczęście warto powtarzać, dlatego już w grudniu zapowiadamy, że dla równowagi Boże Narodzenie spędzimy rodzinnie, ale na Wielkanoc znów uciekniemy gdzieś w góry.
I tak też robimy.
Tym razem Zawoja. Pensjonat prowadzony przez znajomych, dzień później dojeżdżają następni znajomi. Wspólne śpiewy, rozmowy, babka i mazurek przywiezione z domu.
Spacery po górach – tym razem najpierw w błocie, a od pewnej wysokości w śniegu. W okolicznej karczmie koncert muzyki góralskiej, a poza tym znów spokój, równowaga i szczęście, że tworzymy swój mały świąteczny świat.
W tym roku nie mogliśmy wyjechać. Jednak przed samymi świętami plecak sugestywnie spadł z półki, jakby mówił: pakujemy się i wyjeżdżamy. Targając siaty z zakupami, pomyślałam, że wolałabym nieść równie ciężki plecak, ale w górach.
Te święta będą domowe. Nie planujemy, co będzie za rok, ale jeśli tylko sytuacja będzie sprzyjająca, na pewno wrócimy do naszej małej tradycji świętowania Wielkanocy w górach. Tam gdzie święta się przeżywa, a nie przejada i tych kilka dni daje radość, zamiast zmęczenia.
tekst i zdjęcia: Katarzyna Pawkowska






