Ponad 200 milionów lat temu niedaleko Krakowa rosły potężne drzewa, wysokie na kilkadziesiąt metrów. Nazywały się araukarie.
Jak każda roślina, rodziły się z nasion, wydawały nasiona i obumierały. Rzeki zabierały niektóre pnie, a te, płynąc z nurtem, traciły korę, korzenie, konary. Gdy wreszcie woda wyrzucała je na brzeg, leżały przysypywane piaskiem, błotem.
Powietrze nie miało dostępu do martwych pni, więc żywą tkankę stopniowo zastępowały minerały – pnie nie rozłożyły się, tylko skamieniały i w tej postaci dotrwały do naszych czasów.
Miliony lat w jednym pniu
Niepozorna miejscowość Kwaczała jest jedynym miejscem w Europie, w którym występują skamieniałe pnie araukarii. Podobne zjawiska możemy oglądać np. w Arizonie, Patagonii Argentyńskiej i Urugwaju.
Kwaczalskie pnie są ukryte w malowniczych wąwozach o stromych zboczach, wcinających się we wzgórze zwane Kamionką. Najpiękniejsze wąwozy to chociażby Gródek, Grabosowiec, Kozi Dół, Gądy, Dziewięsiółka.
Już same wąwozy stanowią nie lada gratkę dla geologów i są naprawdę unikatowe. Wszystko z powodu ścian, zbudowanych ze skały osadowej zwanej arkozą.
Arkoza jest odmianą piaskowca, złożoną z osadów rzecznych gromadzonych na lądzie ok. 285 milionów lat temu. Arkoza bywa szara, różowa, czerwona.

Pozostałości skamieniałego lasu dają wyobrażenie, jak wyglądała roślinność okresu karbonu. Przypomnijmy, w tym czasie w okolicach Krakowa działały wulkany, a na terenie m.in. Górnego Śląska zalegały bagna porośnięte roślinnością, które w ciągu milionów lat przekształciły się w węgiel kamienny.
Arkoza natomiast jest dowodem na to, że bezpośrednio przed jej osadzeniem się dochodziło do wypiętrzenia i niszczenia wielkich masywów górskich – piaskowiec ten budował rozległe stożki na przedpolu niszczonych masywów.
Skarby pod nogami
Wąwozy robią niesamowite wrażenie i przywołują skojarzenia rodem z „Władcy Pierścieni”. Jeśli zdecydujemy się na wędrówkę – rozglądajmy się na boki i patrzmy uważnie pod nogi.
Skamieniałe pnie mogą być zatopione w ścianach, ale także leżeć na dnie jako niepozorne kłody lub ukrywać się pod powierzchnią nawet do jednego metra. Wyglądają jak… pnie; ale są naprawdę bardzo ciężkie.
Charakterystyczne są gęste podłużne zebra i szczeliny na powierzchni, brak gałęzi i korzeni. Niektóre pnie wykazują objawy wstępnego gnicia, które musiało zachodzić jeszcze przed procesem skamienienia drewna.
Długość największych pni z Kwaczały sięga nawet 12 m, a ich średnica przekracza 1 m. My nastawmy się na znalezienie nieco mniejszych, gdyż o posiadanie tych najbardziej okazałych już dawno zatroszczyły się m.in. muzea.
Skamieniałości z Kwaczały znajdują się chociażby w muzeum w Chrzanowie, a największe można oglądać w Państwowym Instytucie Geologicznym w Warszawie, w muzeum Ziemi PAN w Warszawie, mniejsze okazy znajdują się w zbiorach Instytutu Nauk Geologicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz w muzeum Instytutu Nauk Geologicznych PAN w Krakowie.
No właśnie – wystarczyło, by ziemia odsłoniła swoje skarby sprzed milionów lat, żeby skamieniały las szybko przestał być lasem. Każdy chciał mieć u siebie kawałek drewna ciężkiego niczym kamień.

W wąwozach pozostały pnie mniej atrakcyjne i na tyle ciężkie, że nie da się ich tak łatwo ze sobą zabrać. Widoczny na zdjęciu okaz, który trzyma w dłoni mój przewodnik, waży ok. 3 kg.
Wiele osób mija skamieniałości obojętnie, nie zdając sobie sprawy, jakie to skarby. Mniejsze okazy zdobią domy kolekcjonerów-amatorów i… szyje kobiet.
Okoliczni mieszkańcy zapytani o drogę do skamieniałego lasy chętnie ją wskazują, a nawet sami nas podprowadzą. Przy okazji wysłuchamy niekończących się opowieści o tym, jak las został rozkradziony przez domorosłych geologów i innych miłośników skamieniałości, np. producentów galanterii kamiennej.
Informacje praktyczne
Kwaczała leży pomiędzy Alwernią a Babicami, na 35-tym kilometrze jadąc od Krakowa do Alwerni drogą nr 780 Kraków – Oświęcim, niedaleko autostrady A4.
Po lewej stronie drogi widzimy tablicę: Kraków-Alwernia oraz Oświecim-Babice. W tym miejscu znajduje się skręt w prawo w ul. H. Pobożnego i tam jedziemy. Droga prowadzi w górę.
Jedziemy tak, jak droga nas prowadzi, mijamy skrzyżowanie z ul. Prymasa Wyszyńskiego i na rogu, po lewej widzimy wodociągi. Za tymi wodociągami znajduje się droga, a my skręcamy w lewo, w dół.
Ddo skamieniałego lasu pomagają trafić tablice umieszczone przy drodze. Należy szukać napisów: ARKOZA.
tekst i zdjęcia: Dorota Rycerz






