Targane morskimi wiatrami betonowe kolosy na plażach Jastarni przypominają burzliwe czasy września 1939 r., odwagę ludzi i pomysłowość inżynierów, którym tylko czas przeszkodził w realizacji mądrego planu obrony wybrzeża.
Przedziwne betonowe budowle wyłaniają się nagle w środku lasu. Przez chwilę zdają się być kolejnym wielkim głazem, lecz naraz można zauważyć pancerną kopułę, masywne drzwi i stanowiska strzeleckie.
To ciężkie schrony bojowe, których początki sięgają maja 1939 r. Zostały odbudowane, jednak nie w celach militarnych, lecz turystycznych.
Wzniesione prawie na czas
Budowę ośrodka oporu Jastarnia rozpoczęto 15 maja 1939 r., przystępując do wnoszenia ciężkich schronów bojowych nowoczesnej konstrukcji.
Fortyfikacje zbudowano trzy kilometry na zachód od Jastarni, w dogodnym dla obrony przewężeniu Mierzei Helskiej.
Wzniesiono cztery główne schrony, dając im kryptonimy: „Sokół”, „Sabała”, „Saragossa” i „Sęp”. Dodatkowo w okolicy rozmieszczono jeszcze przeszkody przeciwpancerne i przeciwpiechotne.
Obronę przeciwpancerną w Jastarni zorganizowano w dość szczególny sposób – ze względu na warunki terenowe zdecydowano, że ogień fortecznych armat będzie prowadzony czołowo z kopuł pancernych. Niestety, zabrakło zaledwie kilku dni, by nowoczesne uzbrojenie dotarło na wybrzeże.
Walki o ten rejon zaczęły się dopiero 10 września 1939 r. Przez kolejne tygodnie półwysep był intensywnie bombardowany z powietrza i ostrzeliwany przez niemieckie pancerniki.
Jednak dopiero 1 października, w sytuacji opanowania kraju przez III Rzeszę i ZSRR, dowodzący obroną kontradmirał Urung podpisał akt kapitulacji.

Na zajętym półwyspie niemiecka marynarka zbudowała system obronny osłaniający bazę Kiergsmarine w Gdyni, a polskie schrony służyły jako magazyny i ukrycia przeciwlotnicze.
Półwysep helski był także ostatnią linią obrony znacznych sił niemieckich, które skapitulowały dopiero 10 maja 1945 r.
Schrony dla turystów
Po wojnie ośrodek oporu Jastarnia nie był wykorzystywany i powoli popadał w ruinę. Obecnie, dzięki poparciu finansowemu miasta schrony zostały udostępnione turystom.
Jedynie w schronie „Sabała” można zobaczyć w pełni odbudowane pomieszczenia i systemy korytarzy. Reszta budynków jest zamknięta dla zwiedzających.
Najciekawszy jest jednak ten stojący tuż nad samym morzem. To schron „Sęp”, który wkomponowany kolorystycznie w plażę strzegł niegdyś polskiego Bałtyku.
Teraz jego wnętrze jest do połowy zasypane piaskiem, lecz można go samodzielnie zwiedzić – co prawda z własną latarką i na czworaka, ale jest to dość atrakcyjna wycieczka.
Dach „Sępa” jest też dobrym miejscem, by chwilę odsapnąć po długim spacerze i popodziwiać rozległe puste plaże.
tekst i zdjęcia: Piotr Wiśnioch






