Turystyczna Strona Roku 2006 w konkursie WebStarFestival
RSS
Tło
Tło
Tło
Tło
Newsletter



Noclegi w Polsce
Tło
Apartamenty Kraków
Tło
Apartamenty Zakopane
Tło
Apartamenty nad Morzem
Tło
Hotele Kraków
Tło
Hotele Szczecin
Tło
Hotele Wrocław
Tło
Hotele Poznań
Tło
Hostele Kraków
Tło
Pensjonaty Mazury
Tło
Kwatery Zakopane
Tło
Hotele na Świecie
Tło
Hotele Amsterdam
Tło
Hotele Barcelona
Tło
Hotele Berlin
Tło
Hotele Bruksela
Tło
Hotele Dublin
Tło
Hotele Londyn
Tło
Hotele Madryt
Tło
Hotele Paryż
Tło
Hotele Rzym
Tło
Hotele Praga
Tło
Hotele Wiedeń
Tło
+ Więcej Hoteli
Tło
Przewodnik
Tło
Na weekend
Tło
Miasta i miasteczka
Tło
We dwoje
Tło
Z dzieckiem
Tło
Miejsca magiczne
Tło
Pałace i dwory
Tło
Mistycznie
Tło
Zamki i zamczyska
Tło
Wodne szlaki
Tło
Architektonicznie
Tło
Polska mało znana
Tło
Koniec świata
Tło
Święta, święta
Tło
Nowe szlaki
Tło
Pogranicza
Tło
Wakacje z duchami
Tło
Pomniki przyrody
Tło
Aktywnie
Tło
Góry
Tło
Imprezy
Tło
Pod żaglami
Tło
Polecane strony
Tło
Apartamenty w Polsce
Tło
Starostwo Działdowo
Tło
Hotel Dorrian Poznań
Tło
Gmina Dziwnów
Tło
Tanie bilety lotnicze
Tło
Hotel Dal ** Gdańsk
Tło
Dom Zdrojowy Diament SPA
Tło
Pałac w Leźnie
Tło
Zakopane. Zakopani pod Giewontem
13.01.2010.
Tadeusz Gąsienica-Giewont urodził się w Zakopanem 29 maja 1915 r., zmarł zaś 2 kwietnia 1999 r. Był znanym i cenionym przewodnikiem i ratownikiem tatrzańskim, a także muzykiem i aktorem zespołów ludowych.

Tuż przed wojną – jak większość górali – pracował przy budowie szlaków tatrzańskich. Od 1937 r. brał udział w wyprawach ratowniczych i poszukiwawczych TOPR, na początku jako ochotnik, potem już jako zawodowy ratownik. Kilkakrotnie grał w filmach – Czarci żleb, Błękitny krzyż, Ród Gąsieniców.

Jego grób znajduje się na cmentarzu na Pęksowym Brzyzku (zwanym przez górali „Starym”) – pierwszym i przez długie lata jedynym cmentarzu zakopiańskim.

Skąd nazwa? Jak w większości przypadków w Zakopanem i Tatrach – od właściciela parceli. Józef Pęksa w 1848 r. podarował ziemię jako teren przeznaczony na cmentarz. Do tego czasu Zakopianie i mieszkańcy wsi podhalańskich byli chowani na cmentarzu w Chochołowie.

„Nowy” cmentarz zbudowano w Zakopanem w 1908 r. Od tamtej pory na Pęksowym Brzyzku chowano tylko zacne i poważane rody góralskie, które miały już zarezerwowane dla siebie miejsca, a także wybitne postaci światka zakopiańskiego.

Grób Giewonta na cmentarzu w Zakpanem
Grób Giewonta na cmentarzu w Zakopanem

 

Na Starym Cmentarzyku znajduje się 250 grobów górali oraz tych, którzy sobie góralszczyznę ukochali. Leży tu ks. Józef Stolarczyk, Tytus Chałubiński, Sabała, Stanisław Witkiewicz (ojciec), Kazimierz Przerwa – Tetmajer, przewodnicy Maciej Sieczka i Jędrzej Wala starszy, Władysław Orkan, Pawlikowscy, przewodnik Jędrzej Marusarz, a także Kornel Makuszyński i Antoni Kenar.

Jak dojść do cmentarza na Pęksowym Brzyzku?
Stań na dole Krupówek, przy ul. Kościeliskiej – tak, aby po swej prawej stronie mieć Drogę na Gubałówkę, zaś po lewej Krupówki.

Idąc prosto wzdłuż ulicy Kościeliskiej, miniesz po lewej stronie słynną karczmę regionalną „Redykołka”, po prawej zaś przystanek busów oraz PKS, a dalej ciąg sklepów w drewnianej willi z 2 poł. XIX w.

Ulica Kościeliska tworzy tutaj łuk, za którym dostrzeżesz po prawej stronie brązowy (bo odnowiony), pierwszy kościółek parafialny w Zakopanem – kościół Matki Boskiej Częstochowskiej i św. Klemensa.

Drewniane ogrodzenie z bali, wzdłuż którego idziesz, okala teren kościółka oraz brzyzka, na którym położony jest cmentarz. Nad bramką wejściową na teren kościoła widnieje tabliczka, na której polecono uwadze turystów groby Bronisława Czecha i Heleny Marusarzówny.

Dlaczego spośród wszystkich wielkich i zasłużonych, spoczywających na Pęksowym Brzyzku wybrano tylko te dwa nazwiska, pozostaje do dziś dla mnie nieodgadnione.

Wchodząc na Stary Cmentarzyk, nie traktuj go jak obowiązkowy element programu zwiedzania Zakopanego. To jedyny znany mi cmentarz, który nie jest smutny, kamienno-marmurowy ani zapomniany. Jest żywy i bardzo góralski. I właśnie dlatego możliwe, że gaździna, u której mieszkasz, jest wnuczką tego, przed którego grobem właśnie się zatrzymasz?

Czarna Pani
Dla górali śmierć jest oczywistym następstwem życia. Jest na każdym kroku, wszechobecna i oczywista. Jest ludzka. Występuje na weselach pod postacią Czarnej Pani.

Bywa dramatycznym krzykiem, kiedy nieszczęśnik spada w ostrą skalną przepaść. Mroźną, białą, zdrętwiałą ciszą. Dumnym honorem, kiedy przychodziło przegrać z Luptakiem w boju o ustrzeloną zwierzynę.

Śmierć przynosi ulgę w czasie choroby, biedy i starości. Jest wyjściem ostatnim, kiedy już nie ma wyjścia. Śmierci nie trzeba się bać. Śmierć się szanuje. Dawniej starsi czekali na śmierć w przekonaniu, iż nie mogąc pomóc przy gazdówce, pozostają darmozjadami. A to nie licowało z wyniosłą dumą skalnego ludu.

Górale, pełni mistycyzmu, wiary i wrażliwości, niejednokrotnie widują Ją to tu, to tam. Nigdy nie boją się duchów, oddając im cześć, szacunek i należny im spokój.

Sabała zwykł mawiać: „Kie horość przyisła, to ono ta trza jom wygnać, boć i śmierzć będzie kajsi nie prec. Będzie koło wędłów zajeżdżać. Ony som jest siostry, a śmierć to straśnie wartka baba, haj!”.

A potem sobie jeszcze nieraz dośpiewał:
"Byli chłopcy, byli, ale sie mineni.
I my sie miniemy po malućkiej kwili."

Kościółek Matki Boskiej Częstochowskiej i św. Klemensa zwany potocznie „Starym” to legenda sama w sobie. Rozbudowany przez księdza Stolarczyka – potężnego „Jegomościa”, pierwszego duszpasterza Zakopanego, spowodował, że właśnie tu – przy skrzyżowaniu ulicy Kościeliskiej z Krupówkami oraz nieco wyżej, gdzie początek swój bierze ul. Kasprusie, znajdowało się centrum XIX-wiecznego Zakopanego.

To tu przesiadywali przewodnicy, czekając na gości chętnych do zapuszczenia się w góry, to tu baby plotkowały w najlepsze, przekazując sobie najświeższe wieści z Zakopanego i okolic. To tu wreszcie przechadzał się w słomkowym kapeluszu i czarnym płaszczu potężny Ksiądz Jegomość, aby poznać lepiej swe zagubione owieczki, które pokochał, których życiem żył i opiekował się ponad 45 lat.

Ksiądz Jegomość
Ksiądz Jegomość Józef Stolarczyk przyjechał do Zakopanego w 1848 r. Sam pochodzenia chłopskiego i słusznej postury, dobrze wiedział, jak zdobyć serca i umysły hardych, honornych górali. Był krzepkim, silnym i mocno zbudowanym mężczyzną. Nie bał się ciężkiej fizycznej pracy, ale – co ważniejsze – nie bał się gór.

Bardzo szybko zaczął zdobywać najtrudniejsze ówcześnie szczyty (a tym samym szacunek górali), zawsze zabierając ze sobą gwarny i kolorowy orszak przewodników i tragarzy. Najczęściej chodził z Jędrzejem Walą, Szymonem Tatarem i Wojciechem Rojem.

Giewont
Giewont niektórym przypomina śpiącego rycerza

Najczęściej górska wędrówka była umawiana kilka dni wcześniej. W wiadomym miejscu spotykali się Gość, przewodnik, tragarze, którzy nieśli dodatkowe ubrania, derki do przykrycia na noc, wodę i jedzenie, a nawet – jeśli wyprawa wchodziła w wyższe partie gór – drewno na opał, „muzyka” – kapela góralska, najczęściej składająca się z 4 muzykantów. No i Jaś Krzeptowski, ceprom znany jako Sabała.

 

Sabała
Do Sabały Ksiądz Jegomość nie był do końca przekonany. Zwykł mawiać o nim: „Sabała, to wielkie dzieło Boże. Szkoda tylko, że niedokończone.”

Sabała dłużnym nigdy nie zostawał: „E, psiakrew, jegomość! Wyros tez s Wos chłop. Ej, ha! Je kaz tez ta teli wyros. No s Wami to byk sie namyślał, ale byk sie dziś we dwok do Luptowa ponios” (mając na myśli dopieczenie sąsiadom z południowych stoków Tatr).

Jednak, kiedy „odkrywca Zakopanego” przyjeżdżał pod Tatry, to właśnie Sabała nieodłącznie i wiernie towarzyszył wszystkim górskim eskapadom doktora i księdza Stolarczyka.

"W Pana Boga wierz, ale Mu nie wierz"
Ksiądz Jegomość był księdzem grzmiącym. Jego kazania były wyjątkowe: proste, zrozumiałe i nader logiczne. Wygłaszane gwarą trafiały prosto do chłopskich rozumów. Potrafił z małej drewnianej ambony Starego kościółka wygrażać pięścią i wskazywać z nazwiska tych, na których ciążyły w danym tygodniu grzechy najcięższe.

I o ile baby drżały i łypały na swych mężów złowieszczo spod chusty (taki wstyd przed wszystkimi), o tyle chłopy niewiele sobie z tego robiły. Po mszy odpalali od świecy na ołtarzu fajki, czego proboszcz nie mógł przeboleć i gwarzyli z Księdzem Jegomościem o warunkach, jakie panują w górach, gdzie ostatnio widziano niedźwiedzia oraz kto komu więcej wołów podkradł: nasi Luptakom czy też na odwrót?

Stosunek górali do Kościoła był dwojaki. Z jednej strony, zwłaszcza w czasach biedy i zarazy (najstraszniejsza była epidemia cholery, która zdziesiątkowała ludność Zakopanego w 1873 r.) baby lamentowały i całowały Księdza Jegomościa po rękach, aby ten wybłagał u wysokiego i nieprzystępnego „Pańskiego” Boga przychylność dla ubogich górali.

Z innej, dziewki pasące owce i krowy na halach nierzadko zapominały, co im nakazywały matki i ojcowie i dzieliły się jędrnymi, pięknymi ciałami z bacami i hyrnymi juhasami.

A co starsi i bardziej konserwatywni górale z pokolenia Sabały, woleli omijać kościół z daleka, tłumacząc, że „nie trza sie telo Panu Bogu naprzykrzać”, i że „racej byś do lasu seł paciorek se zmówić, niż teli cas w kościele siedzieć”. Sabała zaś w ogóle inny miał na sprawę pogląd: "W Pana Boga wierz, ale Mu nie wierz".

I tak to górale chodzili do kościoła ze strachu i z szacunku do Księdza Jegomościa Stolarczyka, a trochę obstawali przy swoich wierzeniach i praktykach, przyjmując na swój rozum wszelkie prawdy wiary.

Pokuta
Kiedy Ksiądz Jegomość postanowił wybudować kościół parafialny z prawdziwego zdarzenia, kamienny i przestronny, pojawił się problem, skąd biedna parafia ma wziąć pieniądze na potrzebny budulec – kamienie i drewno?

Ksiądz Jegomość był nie w ciemię bity. I tu znalazł radę: zaczął zadawać jako pokutę wóz kamieni albo drewna. Nagle, dziwnym zrządzeniem losu, pod osłoną nocy, z dala od wścibskich i ciekawskich oczu sąsiadów zaczęło przybywać kamieni i płazów na parafialnym dziedzińcu...

Tym sposobem szybko zebrał się surowiec potrzebny do zbudowania na dole Krupówek kościoła p.w. Najświętszej Rodziny, który do dziś pyszni się mianem zakopiańskiej parafii.

Tekst i zdjęcia: Agata Kuźnicka

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Zobacz także
dalej Tatry i Zakopane
dalej cmentarze
dalej kościoły drewniane
dalej legendy
dalej osobowości
dalej sztuka ludowa
Zamów mapę

20% zniżki na hasło: TravelPolska!

+ dodaj komentarz
Komentarze (8)
z gór prawdziwych,
No tak, ci górale, honorni, tak o sobie mówią, honorne rody....tylko co oni wiedza o honorze, uczciwosci, szlachetnosci... Patrzą tylko gdzie by tu zarobić W gruncie rzeczy bardzo do polityków są podobni, fasada a i owszem moze robic całkiem niezłe wrażenie, no i nabierają sie na to choćby media promujące tych naszych górali jak sie tylko da, tyle tylko że cała ta fasada stworzona jest sztucznie i na pokaz jedynie (nie ma to jak umiejetność kreowania własnego wizerunku) rzeczywistość jest jednak bardzo smutna, i bardzo odbiega od tego co górale chcą by o nich myslano.
maja,
jak zwykle świetny tekst i zdjęcia
Magda,
Agatka, jak zwykle pięknie, powodzenia!
CANIS,
Cowboy - b. trafne spostrzezenia i komentarz. A wiecej informacji o autorce tego tekstu znajdziesz na www.malenstwo.art.pl :)
Agata Kuźnicka,
Witam serdecznie! Bardzo dziękuję za tak przychylną recenzję tekstu o ludach i ludziach przeze mnie ukochanych. Z chęcią nawiążę bliższy kontakt oraz współpracę - oto mój adres mailowy: berdyczow1@gazeta.pl. Serdecznie pozdrawiam Autorka powyższego tekstu Agata Kuźnicka
Cowboy,
Jeszcze jedno - czy mogę prosiś Gospodarzy strony o skontaktowanie mnie z autorką owego pięknego eseju? Chodzi między innymi o połączenie sił w promocji historii i piękna Tatr oraz Podhala. Mam w planie kilka poważnych publikacji na te tematy. I sporo już wydanych, takich jak choćby słynny "Bedeker Tatrzański" (dzieło wspólne) czy w pełni autorski przewodnik po Tatrach. Z góry dziękuję za pomoc.
Cowboy,
Znakomity tekst o góralszczyźnie i o samych góralach. Warto dodać, że Ksiądz Jegomość oduczył górali przyuchodzenia do kościoła li tylko po to, aby... odpalić fajeczkę od wiecznego ognia przed tabernakulum. Górale - narodek praktyczny, doszli bowiem do wniosku że nie warto kupować drogich w tamtych czasach zapałek, skoro w kościele ogień jest za darmo. Otóż Ksiądz Jegomość zawiesił tenże ogień na tyle wysoko, że najwyżsi bacowie, gazdowie i juhasi sięgnąć doń nie mogli... W ogóle czasy Stolarczyka i innch miłośników Tatr w sutannach, księdza Walentego Gadowskiego (współtwórcy Orlej Perci), i księdza Kaszlewskiego (inicjatora wniesienia Krzyża na Giewont) to były piękne czasy. No i nie wolno zapomnieć o największym spośród duchownych, którzy potrafili docenić wszystkie walory Tatr - Karolu Wojtyle, czyli o Janu Pawle Wielkim. Szkoda, że tak mało się mówi o tych wspaniałych ludziach, zwłaszcza dziś, kiedy kościół przestaje być kościołem a księża zapominają, że służą Bogu a nie - złotemu cielcowi i polityce.
Anka,
Gratuluję! Świetny tekst i piękne zdjęcia. Czekam na następne.