Jajo Burmistrza prezentuje się zagadkowo. Obły kształt górujący nad portem ma pomieścić tyle turystycznych atrakcji, że rację należy przyznać tym filozofom, według których efekt kurzego znoszenia ma kształt najdoskonalszy z doskonałych.
Co by nie powiedzieć, budowla koncentrująca na sobie wiele emocji ludzi zarówno miejscowych jak przyjezdnych, jest najbardziej oryginalnym obiektem położonym nad Zatoką Gdańską. I bodaj najczęściej fotografowanym.
W rezultacie ci, którzy trafiają na koniec Półwyspu Helskiego z morza, mają wrażenie, jak gdyby wkraczali w oazę nowoczesności. Dla odmiany letnicy przyjeżdżający lądem czują się, jak gdyby zawitali do dawnej hanzeatyckiej miejskiej perełki.
Na ulicach miasteczka biją w oczy białe ściany domów przecięte charakterystycznymi czarnymi belkami, czyli mur zwany pruskim, chociaż można go oglądać prawie we wszystkich nadbałtyckich państwach.
Ów fragment krainy zwanej niegdyś Gellen został zasiedlony przez człowieka dość późno, o czym świadczy fakt, że nie znaleziono na półwyspie śladów człowieka z początków średniowiecza. Jednak już w dwunastym stuleciu pojawiły się kronikarskie wzmianki o handlu śledziami prowadzonym przez miejscowych rybaków.
Przez osiemset następnych lat tutejsi mieszkańcy żyli wyłącznie z rybołówstwa, dopóki nie zaczęli im zostawiać swoich pieniędzy zamożni ludzie szukający wypoczynku.
Od ponad stulecia przepiękne plaże z białym piaskiem, w każdy upalny letni dzień są szczelnie nakrywane kocami przyjezdnych, spragnionych kąpieli słonecznych i morskich.
Żeglarski przystanek
Sezon na Helu najwcześniej rozpoczynają i najpóźniej kończą miłośnicy jachtingu. Pierwsze żagle pojawiają się w kwietniu, ostatnie nawet (jako że przybywa w Polsce entuzjastów „zimnych rejsów”) przed… Świętami Bożego Narodzenia.
Hel. Słynna budowla na portowym nabrzeżu
Trzeba przyznać, że w miasteczku wiele zrobiono dla morskiej braci. Budowa dodatkowego, grodzącego awanport pirsu, nie tylko znacznie przysporzyła długości helskim traktom spacerowym, lecz także skutecznie chroni cumujące w marinie jachty przed falą ze wschodu.
Pewnym mankamentem są ulokowane w portowych kontenerach ciasne toalety i prysznice, ale ma to się wkrótce zmienić. Przydałby się także sklep żeglarski i może za jakiś czas doczekamy takiej prywatnej inicjatywy.
Ostatnimi czasy, kiedy kraje nadbałtyckie znalazły się w Unii Europejskiej, Hel stał się najbardziej popularnym miejscem odpraw granicznych jachtów wypływających do Kłajpedy, Lipawy oraz Rygi.
Jeszcze parę lat temu tutejsze służby mundurowe oraz obsługa portu miały wśród miłośników żagla opinię wyjątkowo nieuprzejmych formalistów.
Z satysfakcją, z własnego doświadczenia informujemy, że to się zmieniło! Dziś panowie oficerowie SG wizytują jachty z uśmiechem na ustach, zaś bosmanat przestał służyć utrudnianiu życia żeglarzom.
Wręcz przeciwnie – bosmani, którzy mają zwyczaj odbywania rowerowych spacerów po porcie, zapraszają jachtsmenów nawet do skorzystania z komputera, celem zapoznania się ze wszelkimi możliwymi prognozami pogody…
Wnętrze jednej z tawern w Helu
Piszemy tyle o żeglarzach dlatego, że dziś to raczej oni, a nie rybacy, przesądzają o atmosferze Helu, zwłaszcza wieczorem, kiedy wypełniają się gośćmi liczne urokliwe knajpki.
Załogi z gitarami urządzają tutaj spontaniczne szantowe koncerty, do których przyłączają się ludzie siedzący przy sąsiednich stolikach.
Właściciele pubów, restauracji i kawiarni robią wiele, by przy pomocy gromadzonych latami akcesoriów tworzyć wnętrza o związanym z morzem klimacie. Niektóre jednak, zwłaszcza te najnowsze, zdają się trącić bardziej… góralszczyzną.
Między morzem a morzem
Hel promuje siebie jako miasto otoczone Bałtykiem z trzech stron i tak rzeczywiście jest. Do dwóch miejskich plaż jest tylko parę kroków. Godzinami można obserwować oraz fotografować przepływające obok statki, promy i jachty.
Znamienne dla nowych czasów jest i to, że po wcześniejszym umówieniu się, można zwiedzić helski port wojenny pełen uzbrojonych okrętów.
Na nabrzeżu oglądać możemy „Batorego” – najstarszą zachowaną polską jednostkę Marynarki Wojennej. Na pokładzie tego kutra pościgowego kilkunastu śmiałków przedarło się z początkiem października 1939 r. przez potrójną blokadę niemiecką i przedostało na Gotlandię.
Okoliczności bohaterskiej obrony Helu są współcześnie prawie nieznane i przyćmione tragedią Westerplatte. Tymczasem tutejszy garnizon należał do tych, które broniły się przed hitlerowcami najdłużej. Skapitulował 2 października, już po zajęciu przez Niemców Warszawy.
Z tamtych czasów pochodzi szczególnie często odwiedzana atrakcja turystyczna, czyli pozostałości fortyfikacji, a także eksponowane w kilku miejscach dawne militaria.
Hel. Muzeum Rybołówstwa
Tuż przy wejściu do portu znajduje się Muzeum Rybołówstwa. Zwiedzając go, możemy porównać nieduże drewniane, smołowane łodzie ze współczesnymi kutrami cumującymi przy nadbrzeżach.
Przewodnicy opowiedzą o dawnych i współczesnych metodach połowów, o niecodziennych wydarzeniach w historii Bałtyku oraz o dawnej kaszubskiej obyczajowości i kulturze, która, mimo starań etnografów i miejscowych entuzjastów folkloru, bezpowrotnie odchodzi w przeszłość.
Nie brakuje chętnych do przyjrzenia się morzu z pokładów, dlatego też niektórzy helscy rybacy przerobili swoje kutry na stateczki spacerowe. W tym sezonie Hel został połączony z Gdynią tramwajami wodnymi, które błyskawicznie zyskały popularność.
Sympatyczne foki
Ułatwienia komunikacyjne to tylko jeden z licznych pomysłów na ożywienie turystyczne okolic półwyspu. I nic dziwnego. Jeszcze z początkiem III RP z rybołówstwa żył tu co piąty człowiek.
Dziś połów dorszy i makreli daje utrzymanie zaledwie kilku procentom Kaszubów, inni są więc zmuszeni zarabiać na przyjezdnych.
Stacja Morska Uniwersytetu Gdańskiego, mieszcząca się w Helu, zaczyna coraz bardziej eksponować rolę lokalnego oceanarium. Naukowcy chętnie prezentują wyniki badań świata zwierzęcego Bałtyku oraz wód antarktycznych. Można nie tylko oglądać eksponaty, ale i uczestniczyć w poświęconych im prelekcjach.
Zwiedzającym podobają się akwaria badawcze z żywymi okazami, których przeciętny entuzjasta bałtyckich kąpieli raczej nie ma szans zobaczyć w naturalnej scenerii. Prawdziwym turystycznym przebojem, i to w skali całego polskiego wybrzeża, jest należące do stacji fokarium.
Kilka ruchliwych, pływających stworzeń, wyglądających nader egzotycznie, wydaje się nieustannie robić wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę. Prawdziwym paniskiem basenu jest Balbin, którego przed laty uratowano przed uduszeniem w rybackich sieciach.
Stara zabudowa Helu
Osoby o zdrowych nogach mogą wybrać się na zwiedzanie latarni morskiej o wysokości, bagatela, ponad 40 metrów, zaś rowerzyści skorzystać z lokalnej ścieżki rowerowej.
Do obejrzenia są także dawna checz kaszubska, Galeria Malarstwa Marynistycznego i oczywiście liczne pomniki przyrody.
Będąc na Helu nie zapomnijmy głęboko oddychać! Szkoda byłoby nie skorzystać z bezmiaru zbawczego jodu…
tekst i zdjęcia: Adam Molenda






