Turystyczna Strona Roku 2006 w konkursie WebStarFestival
RSS
Tło
Tło
Tło
Tło
Noclegi w Polsce
Tło
Apartamenty Kraków
Apartamenty nad Morzem
Apartamenty Zakopane
Hotele Dublin
Hotele Kraków
Hotele Poznań
Hotele Szczecin
Hotele Wrocław
Kwatery Zakopane
Pensjonaty Mazury
Hotele na Świecie
Tło
Hotele Amsterdam
Hotele Barcelona
Hotele Berlin
Hotele Bruksela
Hotele Londyn
Hotele Paryż
Hotele Praga
Hotele Rzym
Hotele Wiedeń
+ Więcej Hoteli
Przewodnik
Tło
Miasta i miasteczka
Miejsca magiczne
Mistycznie
Architektonicznie
Na weekend
Pałace i dwory
We dwoje
Wodne szlaki
Z dzieckiem
Zamki i zamczyska
Polska mało znana
Tło
Koniec Świata
Nowe szlaki
Pogranicza
Pomniki przyrody
Wakacje z duchami
Aktywnie
Tło
Imprezy
Góry
Pod żaglami
Polecane strony
Tło
Apartamenty w Polsce
Villa Palladium
Hotel Dorrian Poznań
Tanie bilety lotnicze
Hotel Dal ** Gdańsk
Hotel Alpejski****
Różany Dwór
Bilety na koncerty
RePublika Talentów
Chmielno. Ceramika Neclów

Takie wazy i kubki znają chyba wszyscy, którzy choć raz byli w Chmielnie w powiecie kartuskim.  Przy wjeździe do wsi, w której we wczesnym średniowieczu miała się znajdować stolica plemion kaszubskich, jest też najstarszy działający warsztat produkujący ceramikę na Kaszubach.

Warsztat od wielu pokoleń należy do rodziny Neclów. Dziś prowadzi go Karol Elas Necel, potomek w dziesiątym pokoleniu (po kądzieli) chmieleńskiej dynastii garncarzy.

Do produkcji chmieleńskiej ceramiki używa się okolicznej gliny. Jednak cały proces nie jest taki prosty – nie wystarczy łopatą wrzucić glinę na stół i formować garnki. Surowiec musi być wymieszany z wodą, wypłukany z kamieni i zanieczyszczeń, a przede wszystkim równomiernie gęsty. Temu właśnie służyły młyny do gliny. Na przykład takie, które zobaczymy w Muzeum Ceramiki Neclów.

Warto dodać, że choć warsztat Neclów jest jednocześnie muzeum, to praca w nim cały czas wre, a wytwarzane produkty dobrze się sprzedają  – przede wszystkim jako turystyczne pamiątki. Przeszłość spotyka się tu z teraźniejszością – sprzęt używany do produkcji ceramiki jest napędzany prądem, tradycyjne są natomiast wzory.

- W praktyce co jakiś czas dodajemy innowacje, coś zmieniamy, więc nie można powiedzieć, że to identyczne wzory jak te sprzed 100 lat. Jednak jeśli chodzi o zasady,  kształty, kolory czy pewne szablony w stu procentach utrzymujemy zgodność z tradycją, przede wszystkim naszą rodzinną – mówi Necel.

Chmielno. Muzeum Ceramiki Neclów

Gdy glina jest już przygotowana, ma równomierną konsystencję lepkiej masy, można siąść do właściwej pracy. Karol Elas Necel prezentuje stanowisko.

Do roboty
Małe przedmioty robi się z jednego kawałka gliny, natomiast większe wazy – wyższe niż ramię – toczy się z kilku elementów. Oddzielnie formuje się każde z „pięter” metrowego naczynia. Większość wyrobów ceramicznych ma kształty okrągłe i formuje się je na kole garncarskim. Jednak niektóre detale, jak ucha i rączki, robi się oddzielnie, a następnie przykleja do gotowego korpusu – oczywiście przed wypaleniem.

Największa waza wyprodukowana w warsztacie Neclów miała 120 cm. Tej wielkości ceramiki nie produkuje się jednak seryjnie, lecz na specjalne zamówienia. Takie wazy otrzymują między innymi laureaci Kaszubskiego Dyktanda – konkursu w którym uczniowie i dorośli z całych Kaszub sprawdzają swoją znajomość rodzimego języka.

Wróćmy jednak do warsztatu Karola Elasa Necla, który zasiadł już przy kole i pokazuje kolejne etapy pracy. Tym razem nie będzie to doniczka, waza czy garnek, lecz świecznik.

Chmielno. Muzeum Ceramiki Neclów

Obok koła leżą narzędzia, których przeznaczenia można się tylko domyślać. Jedno z nich przypomina zębatkę. – Proszę tu spojrzeć, ten wazon ma specyficzne ząbkowanie na samej górze – Karol Elas prowadzi nas na chwilę w kąt pracowni – i takie właśnie ząbkowanie wykonuję tą zębatką. Gdy koło się kręci, ja ją przykładam z boku i ona żłobi taki właśnie wzorek – tłumaczy.

Dziś koła garncarskie są napędzane elektrycznie, mają nawet regulację prędkości – czyli jak żartuje garncarz “pedał gazu”. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu koła garncarskie były zupełnie inne. Różnicę widać gołym okiem – wystarczy spojrzeć na koło znajdujące się w muzeum, na którym pracowała niegdyś rodzina Neclów.

Nasz świecznik
Praca nad tak małym gadżetem jak nasz świecznik trwała  kilka, najwyżej kilkanaście minut. Jest on wykonany bardzo precyzyjnie i na tyle już twardy i sztywny by móc go odłożyć na półkę na czas wstępnego schnięcia. Teraz dopiero widzimy jak glina zmienia kolor.

Pierwotnie brudnoszara, po zmieleniu pokazywała paletę odcieni od bordo do brązu, teraz będzie schła i jaśniała. – Zrobi się jeszcze jaśniejsza po wypaleniu. – zapowiada Necel. Nasze świeczniki i kubki na obeschnięcie czekają teraz w długich rzędach na półkach. Stamtąd za kilka dni trafią na stół z farbami.

- Wszystkie farby są lokalnego pochodzenia – mówi Karol Elas Necel – Hm… dziś właściwie to już nie, kupujemy farby w hurtowni… Ale każdą z nich jesteśmy w stanie uzyskać z rodzimych minerałów znajdujących się w promieniu kilkunastu kilometrów stąd. – podkreśla. Kupowanie farb to pomysł ostatnich kilkunastu lat.

Chmielno. Muzeum Ceramiki Neclów

Po uformowaniu, pomalowaniu farbą i pierwszą warstwą lakieru, wyroby trafiają do pieca. Wypalano je raz, czasem dwa razy. Dziś jest to piec elektryczny, ale jeszcze w połowie XX wieku używano wyłącznie pieców opalanych drewnem.

Zamurowywano w nich gotowe do wypalenia produkty. Po obu stronach pieca znajdowały się dwie komory spalania, w których rozpalano ogień. Gdy temperatura osiągnęła 900 stopni, ogień wygaszano i pozostawiano do ostygnięcia. – Trwać to mogło nawet do dwóch tygodni – mówi najmłodszy Necel.

Później przychodził czas na finalną obróbkę – na przykład drugie malowanie lub nałożenie glazury i drugie wypalanie. Tym razem jednak w wyższej temperaturze – 1200 stopni Celsjusza. Dopiero wówczas gotowy wyrób, kubeczek lub cukiernica, trafiał na półkę.

Muzykowanie przed garncarstwem
Historia chmieleńskiej ceramiki Neclów zaczyna się w roku 1897, kiedy do wsi sprowadził się   Franciszek Necel. Nie był on jednak pierwszym w rodzinie, który zajmował się garncarstwem – jego mieszkający w Kościerzynie przodkowie od sześciu pokoleń trudnili się tym fachem.

O Franciszku Neclu wiadomo stosunkowo dużo, między innymi to, że w którymś momencie sprzedał warsztat ojca i wyjechał do Ameryki. Tam jednak najwidoczniej mu nie odpowiadało, bo po kilku latach wrócił z powrotem na Kaszuby.

Z pieniędzy ze sprzedaży warsztatu zostało jednak niewiele, więc Franciszek nie miał już po co wracać do Kościerzyny. Osiedlił się w większym ośrodku garncarskim, jakim wówczas było Chmielno. Nie mógł jeszcze marzyć o uruchomieniu własnego warsztatu i dlatego zaczął praktykować jako czeladnik u Szczepana Kręczkowskiego, który tak jak inni garncarze chmieleńscy zajmował się wówczas wyłącznie wyrobem niezdobionych naczyń użytkowych.

Po kilku latach młody Necel uzbierał na warsztat, wżenił się w chmieleńską rodzinę Brzeskich i zamieszkał w  krytej strzechą chëczy nad jeziorem Białym – tam gdzie dzisiaj jest rodzinne muzeum i zakład.

Chmielno. Muzeum Ceramiki Neclów

Koniec XIX wieku nie był łatwy, bo na rynku pojawiało się coraz więcej porcelany, fajansów, naczyń żelaznych i emaliowanych. Franciszek Necel wziął się więc do fachu bardziej wówczas popłatnego – muzykowania.

I zapewne sztuka garncarska w Chmielnie by umarła, gdyby nie Teodora i Izydor Gulgowscy – miłośnicy kaszubskiej ludowości i twórcy skansenu we Wdzydzach Kiszewskich. Oni to nakłonili go do utrzymywania dawnych wzorów i produkowania ceramiki ozdobnej. Dzięki temu warsztat działa do dziś.

Mistrz we własnym zakładzie
Drugim trudnym momentem były lata powojenne, gdy próbowano znacjonalizować chmieleński warsztat. W 1950 roku Leon Necel został zmuszony do wniesienia swojego warsztatu, zapasu farb oraz glazury jako wkładu członkowskiego do Regionalnej Spółdzielni Rękodzieła Ludowego i Artystycznego w Kartuzach.

Sam został zatrudniony w swoim zakładzie jako mistrz. – Nie wyszła ta decyzja nam na dobre. – komentuje Karol Elas. Warsztat chmieleński zaczął tracić swój charakter, pojawiły się trudności ze zbytem ceramiki. - Rejonowe biuro Cepelii w Gdyni było nieudolne – ocenia rodzina. O odzyskanie warsztatu zawalczył dopiero syn Leona – Ryszard.

Chmielno. Muzeum Ceramiki Neclów

Cepelia zamierzała przekształcić go bowiem w skansen garncarski, przeciw czemu Ryszard zaprotestował. Został więc skierowany do pracy w podobnym zakładzie w odległych o kilkanaście kilometrów Kartuzach. Garncarza poparła jednak gmina, sprawa nabrała rozgłosu i Cepelia musiała ustąpić. 12 maja 1979 roku Ryszard Necel odzyskał swój rodzinny warsztat.

Tekst i zdjęcia: Alicja Szczypta

Polska Izba Turystyki Jesteśmy członkiem
Polskiej Izby Turystyki
wyszukiwarka firm
REKLAMA
O nas Reklama Praca Polityka prywatności Nasi partnerzy Redakcja Kontakt
Zawartość TravelPolska © 2007-2010  All rights reserved.